wtorek, 27 stycznia 2015

Wyjątkowa książka


Jeszcze chyba żadna inna książka nie wywarła na mnie takiego wrażenia jak ta. Bardzo często do niej wracam.  Wzruszyła mnie i chyba jak żadna inna nie skłoniła do tylu przemyśleń nad własnym życiem. Czyta się ją bardzo szybko i wciąga tak, że nie można się od niej oderwać. A mowa o Chacie- Paula Younga. Jest to piękna historia o relacji człowieka z Bogiem, opowiedziana oczami Macka- ojca który stracił swoją małą córeczkę bo zamordował ją zwyrodnialec. Czy Mack będzie w stanie przyjąć zaproszenie Taty i wrócić do chaty w której wydarzyła się ta tragedia? Czy będzie w stanie wybaczyć krzywdę? Zachęcam abyście przekonali się sami bo „ Chata” to historia o wielkiej stracie, wyrzutach sumienia i sile jaką daje miłość. Trudny temat opowiedziany w piękny sposób. To opowieść o spotkaniu z Bogiem...


Książka dostępna jest także w formie e-book'a

A tutaj krótki fragment z samego początku książki, aby Was zachęcić ale też nie zdradzać co wydarzy się dalej.

(…)Zatrzymali się przy wodospadzie Multnomah, żeby kupić książeczki do kolorowania dla Missy i dwa niedrogie, wodoodporne, jednorazowe aparaty fotograficzne dla Kate i Josha. Następnie postanowili przejść krótki odcinek szlakiem biegnącym w górę do mostu, który znajduje się naprzeciwko wodospadu. Kiedyś była tam ścieżka, która prowadziła wokół głównej sadzawki do płytkiej jaskini ukrytej za ścianą wody, ale niestety, władze parku zamknęły ją z powodu erozji. Missy, której bardzo się tam spodobało, poprosiła tatę, żeby opowiedział jej legendę o pięknej  indiańskiej dziewczynie, córce wodza plemienia Multno-mah. Po długich namowach Mack w końcu ustąpił i spełnił jej prośbę, podczas gdy cała czwórka patrzyła na mgły zasnuwające kaskadę. Bohaterką legendy była indiańska księżniczka, jedyne dziecko starzejącego się ojca. Wódz, który uwielbiał córkę, starannie wybrał dla niej męża, młodego wojownika i wodza plemienia Clatsop, bo wiedział, że dziewczyna go kocha. Oba plemiona zebrały się na weselną ucztę, ale niedługo przed uroczystościami zaczęła się wśród nich rozprzestrzeniać straszna choroba. Zmarło dużo ludzi. Wodzowie i starsi zasiedli w kręgu, by się naradzić, jak powstrzymać zarazę, która dziesiątkowała wojowników. Najstarszy szaman opowiedział, że kiedy jego ojciec był stary i bliski śmierci, wywróżył straszną chorobę, która zabije współplemieńców i którą będzie można powstrzymać tylko wtedy, gdy czysta i niewinna córka wodza dobrowolnie odda życie za swój lud. Żeby spełnić proroctwo, dziewczyna musi z własnej woli wspiąć się na urwisko nad Wielką Rzeką i skoczyć na skały. Przed radę sprowadzono dwanaście młodych kobiet, córek wodzów. Po długich rozważaniach starsi postanowili, że nie poproszą o tak cenną ofiarę, opierając się tylko na legendzie, której prawdziwości w dodatku nie są pewni. Ale choroba nadal się rozprzestrzeniała, aż w końcu zapadł na nią również młody wódz, przyszły mąż księżniczki. Dziewczyna, która go kochała, wiedziała, że coś trzeba zrobić, więc pocałowała go w czoło i wymknęła się z obozu. Całą noc i następny dzień zabrało jej dotarcie do miejsca, o którym mówiła legenda, do wysokiego urwiska górującego nad Wielką Rzeką i otaczającymi ją ziemiami.  Dziewczyna pomodliła się, składając siebie w ofierze Wielkiemu Duchowi, a następnie bez wahania rzuciła się na skały. Proroctwo się spełniło i następnego ranka chorzy wyzdrowieli. W obozie zapanowała wielka radość, dopóki młody wojownik nie odkrył, że jego narzeczona zniknęła. Kiedy wieść o tym, co się stało, rozeszła się wśród ludzi, wielu wyruszyło na jej poszukiwania. Gdy w milczeniu zebrali się wokół zgruchotanego ciała dziewczyny leżącego u podstawy urwiska, zdjęty żalem ojciec zawołał Wielkiego Ducha, pytając, czy jej ofiara zostanie zapamiętana. W tym momencie z miejsca, z którego skoczyła księżniczka, zaczęła spadać woda, zmieniając się w drobną mgłę i powoli tworząc piękną sadzawkę u stóp zgromadzonych. Missy uwielbiała tę opowieść, podobnie jak Mack. Legenda miała w sobie wszystkie elementy prawdziwej historii o odkupieniu, jak ta o Jezusie, którą dziewczynka dobrze znała. Był w niej ojciec, któremu prorok przepowiedział ofiarę z jedynego dziecka, a ono z miłości chętnie poświęciło życie, by uratować narzeczonego i współplemieńców od pewnej śmierci. Ale tym razem, kiedy Mack umilkł, Missy nie odezwała się ani słowem, tylko odwróciła się i ruszyła do samochodu, jakby chciała powiedzieć: „No, dobrze, możemy już jechać".

(…)Ze wszystkich miejsc na świecie tutaj najbardziej odczuwał obecność Boga, otoczony przez naturę, pod roziskrzonym niebem. Niemal słyszał pieśń dziękczynną, którą gwiazdy śpiewały Stwórcy, i w głębi niechętnego serca przyłączył się do nich najlepiej, jak potrafił. Po powrocie do obozu i po kilku wyprawach do toalety i łazienki Mack w końcu bezpiecznie umieścił całą trójkę w śpiworach. Pomodlił się krótko z Joshem, a następnie poszedł do czekających na niego córek. Ale kiedy przyszła kolej Missy na modlitwę, ona wolała porozmawiać. - Tatusiu, dlaczego ona musiała umrzeć? Minęła chwila, zanim Mack zrozumiał, o kim mówi córka, i nagle uświadomił sobie, że musiała myśleć o księżniczce Multnomah od postoju przy wodospadzie. - Kochanie, ona nie musiała umierać, tylko postanowiła się poświęcić, żeby uratować swój lud. Wszyscy byli chorzy, a ona chciała, żeby wyzdrowieli. Zapadła cisza. Mack wiedział, że w ciemności obok niego formuje się następne pytanie. - Czy to się naprawdę wydarzyło? - Tym razem zadała je Kate, najwyraźniej zainteresowana ich rozmową. -Ale co? - Czy indiańska księżniczka naprawdę zginęła? Czy ta historia jest prawdziwa? Mack zastanawiał się przez chwilę. - Nie wiem, Kate. To legenda, a legendy to często historie z morałem. - Więc to się mogło wydarzyć? - zapytała Missy. -Mogło, kochanie. Czasami legendy są oparte na prawdziwych historiach, na tych, które naprawdę się wydarzyły. Znowu cisza, a potem: - Więc śmierć Jezusa to legenda? - Mack niemal słyszał, jak w głowie Kate obracają się trybiki.- Nie, kochanie, to prawdziwa historia. I wiesz co? Myślę, że opowieść o indiańskiej księżniczce też jest prawdziwa. Mack czekał, aż dziewczynki przemyślą jego słowa. Pierwsza odezwała się Missy: - Czy Wielki Duch to inne imię Boga, no wiesz, Jezusa, tatusiu? Mack uśmiechnął się w ciemności. Cowieczorne modlitwy Nan rzeczywiście działały. - Sądzę, że tak. To dobre imię, bo Bóg jest Duchem i jest Wielki. - Więc dlaczego jest taki podły? Zatem o to chodziło? - Co masz na myśli, Missy? - Wielki Duch zmusił księżniczkę, żeby skoczyła z urwiska, i zmusił Jezusa, żeby umarł na krzyżu. To wydaje mi się podłe. Mack nie wiedział co odpowiedzieć. W wieku sześciu i pół roku Missy zadawała pytania, z którymi mądrzy ludzie zmagali się od wieków. - Kochanie, Jezus nie uważał, że jego tata jest podły. Uważał, że jest pełen miłości i bardzo go kocha. On wcale nie kazał mu umrzeć. Jezus sam postanowił oddać życie, bo obaj kochają ciebie, mnie i wszystkich na świecie. Uratował nas od choroby, tak jak księżniczka. Cisza, która zapadła po tym wyjaśnieniu, trwała dłużej niż zwykle. Mack pomyślał, że dziewczynki usnęły. Już miał się pochylić i pocałować je na dobranoc, kiedy w ciemności rozległ się cichy, wyraźnie drżący głosik. - Tatusiu?  - Tak, kochanie? - Będę musiała kiedyś skoczyć z urwiska? Maćkowi omal nie pękło serce, kiedy zrozumiał, o czym naprawdę jest ta rozmowa. Wziął córkę w ramiona i przytulił ją do siebie. Zdławionym głosem odpowiedział: - Nie, kochanie. Nigdy nie poproszę cię, żebyś skoczyła z urwiska, nigdy, przenigdy. - A jeśli Bóg poprosi mnie, żebym skoczyła? - Nie, Missy. Nigdy o coś takiego cię nie poprosi. Dziewczynka wtuliła się w niego mocniej. - To dobrze! Dobranoc, tatusiu. Kocham cię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz